Modlitwy do świętego Urbana, czyli niemiecka enoturystyka 0

03:30 to nie jest godzina, o której ktokolwiek chciałby wstać, ale 16 września zaistniała taka potrzeba. Samolot do Frankfurtu odlatywał o 06:45. Czekały na nas cztery regiony winiarskie Niemiec: Mozela, Hesja Nadreńska, Pfalz oraz Rheingau, które na zaproszenie Wineonline oraz Niemieckiego Instytutu Wina mieliśmy odwiedzić. Frankfurt na Menem przywitał nas deszczem, ale nie zmąciło to w żaden sposób ciekawości, którą mieliśmy dla niemieckich win oraz dobrych humorów. Pokonawszy niecałe 200 kilometrów, znaleźliśmy się tuż przy granicy luksemburskiej, w małej miejscowości Leiwen.

fot. R. Wodzyński

Pierwszym celem naszej enopodróży była winnica St. Urbans-hof. Św. Urban jest patronem winiarzy, więc tego dnia winiarze niemieccy właśnie do niego kierowali swe modlitwy, aby kolejne hektolitry wody przestały padać na mozelskie zbocza porośnięte winoroślą. Zbliżało się winobranie, czyli kluczowy moment w winiarskim kalendarzu. Przez te kilka dni winiarze nie chcą nawet wymawiać na głos słów takich jak: ulewa, deszcz czy choćby mżawka. Św. Urban pozostawał jednak niewzruszony i przy takiej aurze przyszło nam zacząć pierwszą tego dnia degustację. St. Urbans-hof ma długą tradycję uprawy i winifikacji rieslinga, więc było prawdziwą przyjemnością próbować win bazujących właśnie na tym szczepie. Miały one różny stopień wytrawności: od trocken do beerenauslese. Była to także świetna okazja do zdobycia wiedzy o szlachetnym starzeniu się rieslinga, o czym świadczyły starsze roczniki.

fot. R. Wodzyński

Następnie, korzystając z łaskawości św. Urbana (za jego wstawiennictwem przestało padać, a przez chmury zaczęły przebijać się promienie mozelskiego słońca), udaliśmy się do Hesji Nadreńskiej. Tu mieliśmy okazję poznać  smaki win, pochodzących z dwóch różnych winnic. Jako pierwszy swoje wina zaprezentował Joachim Binz z firmy Binz Bratt. Joachim Binz towarzyszył nam z resztą przez całą podróż i wspaniale odegrał rolę przewodnika enowycieczki. W jego winach widać doświadczenie i gruntowną wiedzę o rieslingu, ale także o sztuce kupażowania - na przykład z gewurztraminerem, co daje ciekawe efekty. Poza tym duże wrażenie zrobiło jego czerwone cuvee, czyli pinot noir z cabernet sauvignon – wino, które zadaje kłam twierdzeniu, że w Niemczech nie jest możliwa produkcja wysokiej klasy win czerwonych. Drugą z winnic, którą mieliśmy poznać tego wieczoru była Dreissiggacker. To bardzo przemyślana i spójna koncepcja tworzenia win, której protoplaści przykładają dużą wagę do szczegółu, co widać zarówno w winach, w winnicy, jak i w wizerunku firmy. Świetnym pomysłem był spacer po winnicy, gdzie oprócz różnic, które mogliśmy zaobserwować pomiędzy uprawą organiczną a tradycyjną, mieliśmy także okazję spróbować jak smakuje prawie dojrzałe weissburgunder, chardonnay czy portugieser. Po obfitej kolacji, którą podjęli nas właściciele Dreissigacker, pozostało nam udać się do miasteczka Wiesbaden, gdzie przewidziany był nocleg.

fot. R. Wodzyński

Na sen nie pozostało nam dużo czasu, toteż jedni po śniadaniu jedzonym w biegu, drudzy zupełnie na czczo kilka minut po godzinie ósmej pakowali się do autokaru, aby jak najszybciej dotrzeć do kolejnego regionu – Pfalz. Winnicę Neiss wizytowaliśmy w szczególnym momencie. Tu winobranie właśnie trwało, dlatego mieliśmy niepowtarzalną okazję przypatrywania się maceracji winogron, których sok już niebawem stanie się młodym winem. Po degustacji białych, czerwonych oraz różowych win z winnicy Neiss, udaliśmy się do ostatniego celu naszej wyprawy – do regionu Rheingau, do winnicy Schloss Vollrads, jednej z najstarszych w Niemczech.

fot. R. Wodzyński

Wizyta w Schloss Vollrads zaczęła się od wykładu, który przeprowadził przedstawiciel Niemieckiego Instytutu Wina. Wykład dotyczył strategii, z jaką Instytut promuje wina niemieckie, a w szczególności rieslinga, na świecie. Przyjemnością było zapoznanie się z tak świadomą i długofalową wizją, która ma na celu dobrobyt wszystkich niemieckich winiarzy. Biorąc pod uwagę dane, które nam przedstawiono, wspomniana taktyka przynosi Niemcom wymierne korzyści. Po wysłuchaniu wykładu przyszła kolej na prawdziwą ucztę dla zmysłów, ponieważ w restauracji, która mieści się w części zamkowego kompleksu mieliśmy okazję przetestować wiele kulinarno-winnych zestawień, których część stanowiły wybitne interpretacje rieslingów z różnych roczników. Wszystko co dobre szybko się kończy, więc po krótkim zwiedzaniu zamku (oczywiście z kieliszkiem rieslinga w dłoni) pozostał nam już tylko jeden punkt docelowy na niemieckiej mapie. Było nim lotnisko w Frankfurcie, z którego niebawem mieliśmy odlecieć do Warszawy.

fot. R. Wodzyński

Intensywne dwa dni dały możliwość nabrania świadomości złożoności świata niemieckiego wina i pokazały w jak umiejętny sposób tamtejsi winiarze korzystają z warunków klimatycznych, w jakich przyszło im egzystować. Podróż dawała także sposobność poznania potencjału rieslinga i specyfiki, z jaką zmienia się on poprzez kolejne lata spędzone w piwnicy. Teraz pozostaje już tylko wznosić modlitwy do św. Urbana – patrona winiarzy - o brak deszczy podczas winobrania, abyśmy mogli cieszyć się kolejnymi świetnymi rocznikami rieslinga z Mozeli, Hesji Nadreńskiej, Pfalz czy Rheingau.

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl